sobota, 7 kwietnia 2012

Ż JAK ŻAKIET....czyli nigdy więcej :)


Jak już napomniałam w tytule nie było lekko....
Wspominałam już w jakimś poście o tym że wiele musiałam zmienić 
w kroju, by choć minimalnie spełniał moje oczekiwania.
A że z opisu szycia BURDY nie rozumiem ni hu hu...
to wszystko leciało na przysłowiowy chłopski rozum...
Amatrorszczyzna moja krawiecka wypłynęła 
na wierzch!!!
I zdaję sobie sprawę z tego że jest w moim żakiecie jest kilka rzeczy, które można by
zrobić lepiej...ale jeszcze kilka PRUĆ i nie byłoby co zbierać.
Więc wszyłam podszewkę ( tak jak umiałam )
i już...






Aha
i przyjmuję na klatę wszelkie porady ( pochwały )
i słowa krytyki również!!!

A wszystkim odwiedzającym moje skromne progi
życzę
WESOŁEGO ALLELUJA !!!




4 komentarze:

  1. Bardzo fajny żakiet, tez się przymierzam do czegoś podobnego ale ja chcę użyć płótna, nie wiem jak mi to wyjdzie. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo dziękuję....i zachęcam do uszycia żakietu...Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo dobrze uszyty żakiet! Brawa za odwagę w użyciu grubszego materiału. One fatalnie zachowują się pod żelazkiem. Ale widzę, że Twój materiał nie stawiał oporu i wszystko wyszło bardzo szykownie. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  4. AAA ślicznie dziękuję...a co do tkaniny to na wszelki wypadek wszystkie szwy prasowałam przez pieluszkę tetrowa....

    OdpowiedzUsuń